Kania
podporucznik

Wiek: 24 Dołączył: 09 Mar 2009 Posty: 897 Skąd: WAKSMUND
|
Wysłany: 27 Luty 2010, 17:28 relacja i podziękowania dla uczestników uroczystości w Waksm
|
|
|
W dniu 20.02.2010 roku w małej, podhalańskiej miejscowości Waksmund, która wpisywała się w historię Polski od bitwy pod Grunwaldem, aż po rok 1989 wspomniani zostali bohaterowie lat okupacji hitlerowskiej i stalinowskiej. Podczas obchodów 63 rocznicy ostatniej walki mjr "Ognia" i jego podkomendnych "Kruka" i "Zimnego" zostali również wspomniani konfederaci tatrzańscy (rozstrzelani w lutym 1944 roku przez wojska niemieckie za współpracę w siatce konspiracyjnej K.T), ci, którzy oddali swoje życie na Czerwonym Groniu w 43, na Przysłopie w 44, nasi krajanie z Waksmundu walczący za wolną Polskę pod okupacją hitlerowską. Uroczystości rozpoczęła scena z 1943 roku, którą dobrze pamiętają niektórzy mieszkańcy naszej wsi, mury szkoły, kościoła, biała kapliczka na Styrku oraz on – cichy świadek szumiący od tysięcy lat i płynący tym samym korytem co 66 lat temu – Dunajec.
Z oddali widać motocykl ubezpieczający kolumnę wojsk Wehrmachtu, którą zamyka samochód osobowy i kolejny motocykl. Wojsko coraz bliżej, w środku kolumny rysują się dwie cywilne postacie, są już coraz bliżej szkoły, przecież to nasi krajanie z Waksmundu: Michoł Alejzyjocyn (Garbacz) i Jasiek Sewercyn (Waksmundzki). E, ale dobici, chyba cztery miesiące, albo i lepiej siedzieli w Palace w Zakopanem. Kolumna dociera do mostu, zatrzymuje się, zostają wydane odpowiednie rozkazy: po dzieci do szkoły i po sołtysa, raus! Wystraszone dzieci staja obok zmaltretowanych bohaterów, swych sąsiadów, którzy zostali z paradą przeprowadzeni przez Waksmund.
Jak napisał Zygmunt Lubertowicz w wierszu pt. "Powrót ostatni": "jak szumnie wracają Waksmundzki z Garbaczem..". Szumnie ich prowadzili i z całą paradą , jak wszyscy na nich spoglądali, jak na gwiazdy filmowe.
Dowodzący oficer po zebraniu się wszystkich, wydaje kolejne rozkazy. Gazdowie zostają odprowadzeni w ustronne miejsce, tak, aby dzieci nie widziały jak kończy się z bohaterami. Sołtys tłumaczący słowa Niemieckiego oficera do dzieci robi to z głosem drżącym, nie wiedząc co i jego czeka… "ciała pod smrekiem pogrzebać nie na cmentarzu. Tak kończą bandyci, którzy zadzierają z Rzeszą". Znowu twarde niemieckie rozkazy do żołnierzy i kolumna odchodzi w stronę Nowego Targu.
Tak w kilku słowach można zrelacjonować wydarzenie, które miało miejsce 66 lat temu w tym samym miejscu, lecz nie dokładnie tak wyglądały, nie można było przecież zabić i kopać przez 4 miesiące przed uroczystościami chłopaków, aby dokładnie to wyglądało tak jak wtedy.
Nadchodzi rok 45 – upragnione wyzwolenie! Już chłopcy poschodzili z lasów gdzie patrzyli co się dzieje w szkole w Waksmundzie, jak bito tam ich rodziny za to, że swoi są w lesie. Patrzyli jak dom rodzinny "Ognia" płonie, a wraz z nim jego ojciec, żona, i dwu i pół letni synek. Widzieli jak pacyfikują ich wieś dwukrotnie, jak robiono łapanki. O wszystkim dokładnie wiedzieli lecz ich było zbyt mało, a w dodatku niektórzy sąsiedzi uważali, że będzie lepiej zaprzedać się Niemieckim oprawcom i być na ich usługach.
Wracają do swoich domów lecz znowu nie na długo, nie za taką Polskę oddawali krew, nie za taka Polskę ginęli ich najbliżsi. Zaczyna się kolejna walka z kolejnym, jeszcze gorszym okupantem – stalinowskim. I znowu w górach słychać śpiew chłopców od "Ognia": my żyjemy wesoło chociaż burza w około, nam nie straszne są łapanki, ni UB-cka gra..."
Kolejne represje ze strony władz na rodziny partyzantów, tortury jeszcze gorsze niż za czasów gestapo. Lecz ludzie nie pękają, czekają na upragnioną wolną Polskę, wspierają chłopców z lasu pod każdym względem: żywność, informacja, proszą by ich chronili przed bandami, które po wsiach kradną na konto "Ogniowców".
"Ogień" panuje niepodzielnie na Podhalu – to nie on, lecz komuniści muszą schodzić do podziemia.
Kolejna scenka, którą pokazaliśmy ukazuje codzienność życia partyzantów, mianowicie spotkanie się z L.W.P.
Wychodzi na siebie patrol L.W.P. i chłopcy z "Błyskawicy", krzyczą na siebie żeby się poddać, nie strzelają, dowódcy spotkają się w połowie drogi od swych ludzi i rozmawiają ze sobą krótką chwilę. Pada komenda za mną i żołnierze ludowego wojska ruszają za swym dowódcą pozdrawiając przy tym kolegów z lasu. Rozchodząc się każdy w swoją stronę.
Znowuż przenieśliśmy scenę na potrzeby rekonstrukcji z prawdziwego miejsca spotkania owych oddziałów z Łopusznej. Scena została oparta na podstawie prywatnych rozmów z dowódcą operacyjnym L.W.P., który tam właśnie był, a zdarzyło się to w 1946 r.
Dwie scenki, które opisuję mają ukazać na czym naszej Grupie zależy, a zależy na prawdzie. Niektórzy zarzucają nam, że robimy to niezgodnie z prawdą historyczną, ale nie wiem czy relacje ludzi walczących w lesie, rzetelne i długoletnie badania historyków nie są odpowiednim źródłem informacji? Nie jesteśmy wybitni i bezbłędni w tym, co robimy, ale robimy to, co kochamy i staramy się robić to jak najlepiej. Dla nas, młodych chłopaków, jest to nauka historii, pielęgnowanie jej, uczenie się tradycji, pokory, a przede wszystkim umacnianiem miłości do Ojczyzny, o której dobro walczyli ci, których losy odtwarzamy. Uroczystości w Waksmundzie wpisały się na stałe w kalendarz uroczystości straży granicznej, władz państwowych, ludzi, którzy ten trudny okres pamiętają, a także tych, którzy nie pamiętają czasów, ale chcą pamiętać o polskich bohaterach.
Organizowanie tego typu imprez dla grona prywatnych osób jest nie lada wyzwaniem materialnym jak i duchowym. Liczne protesty, mieszkańców, propaganda, organizowanie konkurencyjnych imprez – z tym nasza grupa spotyka się już od roku, lecz jak to górale twardo i uparcie dążymy do swego nie patrząc na przeszkody.
Wreszcie słowa podziękowania do osób, które przyczyniły się do organizacji i brali udział w inscenizacji:
Słowa podziękowania w pierwszej kolejności chciałem skierować do mojego kolegi – mogę nawet powiedzieć przyjaciela – Adama Błaszczyka, to z nim zaczęła się moja przygoda z rekonstrukcjami (rozbicie UB w Nowym Targu podczas konferencji „Ogniowej”), to on wciągnął mnie w struktury nowo zakładanej GRH w Nowym Targu, z nim wyjeżdżałem na Wykus, do Gdańska, Warszawy, Włodawy i wielu innych miejsc w Polsce. Mimo wielu trudności, które go spotykały ostatnimi czasy, szkalowanie go przez nieprzychylnych ludzi, którzy dzięki niemu wyrośli spod ziemi, to jednak zawsze pomagał, doradzał i wspierał, kiedy tylko trzeba było. Swoim doświadczeniem pomagał mi zakładać i kierować nowo powstałą Grupą „Błyskawica”, jako doświadczony harcerz wiedział jak to ma wyglądać. Mimo wielu nieporozumień zawsze stał obok, służąc pomocą i fachową radą.
Chyle czoła przed starym kolegą z czasów Nowotarskiej GRH, Krzyśkiem Musielakiem – dowódcą Niemieckiej grupy z Nowego Targu, oraz jego chłopakami. Jest to już nasza kolejna impreza, którą możemy zaliczyć do udanych – współpraca układa się nam wyśmienicie! Wielkie dzięki za to, że na te uroczystości ściągałeś chłopaków z Krakowa, GRH San, Częstochowy i Słowacji. Gdyby nie Twoja wiedza i fachowe podejście do sprawy, pomoc i dłuższy staż rekonstruktora nie było by takiego widowiska. Mam nadzieję, że nasza praca pokazuje, że dialog i rozmowy mogą wiele stworzyć. Mam nadzieję, że nasza praca nie będzie się uwsteczniać tylko przeć pomimo trudności w przód.
Gohan i chłopaki z GRH „Wrzesień 39” na prośbę Krzyśka dotarliście do nas w sile jedenastu chłopa – dziękuje Wam za to, że do nas zajechaliście i swą obecnością podnieśliście rangę tej uroczystości. Wasze doświadczenie „w polu” widać na każdym kroku, niestety nie udało mi się Wam podziękować osobiście, więc robię to teraz. Mam nadzieję, że mimo małych niedociągnięć wybaczycie mi, wszystkiego nie byłem w stanie ogarnąć, a było tego masa.
Mam nadzieję, że jak już śniegi zginą spotkamy się przy ognisku i pogawędzimy o starych dobrych czasach.
Solon i towarzysze broni z GRH „San” nie mam pojęcia ilu was było, ale dziękuje wam za wsparcie nas w niemieckich mundurach i tym jednym rodzynkiem w ruskiej kufajce.
Pomoc Wasza jest nieoceniona i mam nadzieję, że już niebawem znowu się spotkamy na kolejnej imprezie, gdzie w spokoju będziemy mogli sobie dziękować.
Czas słowa podziękowania kierować do naszych zmotoryzowanych – Karola z Częstochowy i jego chłopców, Vlada i kolegów z KVH "ORAWA", Wojtka Pajerskiego. Obecność Wasza i Waszego sprzętu pokazały realia tamtego okresu, takie atrakcje zawsze robią wielkie wrażenie, tym bardziej, że robi to ktoś za watykańską walutę – Bóg zapłać. Czas pokaże czy będziemy stanie się Wam odwdzięczyć, ale gwarantuję, że będziemy na pewno się starać.
Teraz słowa kieruję do moich znajomych z TGRH i GRH „Radosław”: serdeczne dzięki za przejechanie tylu kilometrów, pomoc, fachową wiedzę. Wasze doświadczenie i kunszt są godne podziwu. Wierzę, że nie po raz pierwszy i ostatni gościliście w Waksmundzkiej dziedzinie.
Krakowskiej Grupie „Niepodległość”, która już po raz drugi zaszczyciła nas swą obecnością, dziękuję za śpiew, który podnosi na duchu i wprowadza magiczną atmosferę.
Swoim podobno nie dziękuje, więc uczynię to dopiero na podsumowaniu imprezy.
Jeżeli kogoś pominąłem przepraszam, nie było to celowe. Liczę na to, że już niebawem się spotkamy na rekonstrukcjach w różnych zakątkach Polski, w tym znów na Podhalańskiej ziemi. Współpraca z Wami jest dla nas bardzo ważna i dzięki Waszemu zaangażowaniu możemy pokazywać historię taką, jaka była, a nie taką, jaką chcą stworzyć dziennikarze i inni ludzie chcący wybielać komunizm oczerniając jego przeciwników.
Pozdrawiam wszystkich uczestników i już dzisiaj zapraszam na kolejną edycję rajdu „Ogniowego”, który odbędzie się w drugiej połowie roku. Jako jeden z organizatorów mogę powiedzieć śmiało, że impreza ta przekroczyła moje najskrytsze oczekiwania, małym kosztem można tak wiele, jeżeli tylko ktoś naprawdę coś chce osiągnąć.
Pozdrawiam Was koledzy rekonstruktorzy!
Dowódca GRH „Błyskawica”
Kuraś Bartłomiej „Kania” |
| Ostatnio zmieniony przez Kępa 19 Marzec 2010, 15:27, w całości zmieniany 1 raz |
|